WITARIANIZM- INEDIA- BREATHARIANIZM

//WITARIANIZM- INEDIA- BREATHARIANIZM
WITARIANIZM- INEDIA- BREATHARIANIZM 2018-02-27T23:33:48+00:00

Czy chciałbyś być wolny od jedzenia?

– 11 Dniowy Proces z Victorem Truviano

 

Dobrze każdy wie, że jedzenie jest bardzo zakorzenione w naszej kulturze i ma wiele pozytywnych stron. Choćby nasze życie rodzinne i towarzyskie, przygotowywanie i celebrowanie wspólnego jedzenia. Nawet wyrażanie troski, miłości do drugiego człowieka odbywa się za pomocą przygotowania, ofiarowania posiłku. To nasza odwieczna ludzka potrzeba, choć nigdy nie ograniczała się wyłącznie do pochłaniania jedzenia. To potrzeba Radości, jako wyrazu naszego istnienia. Nasze istnienie zaś warunkuje Miłość, i obie SĄ SENSEM NASZEGO ŻYCIA.

Inedia, inaczej ‘Niejedzenie’

to stan wstrzymania się od spożywania posiłku stałego przez dowolny czas.

W tym stanie naturalnie nie odczuwamy braku łaknienia. Podkreślam ‘naturalnie’, bo to stan głodu i zaspokajania go, przyjęliśmy uważać za coś naturalnego dla ludzi i innych istot.

Z całym szacunkiem dla ogólnej roli, jaką pełni Vikipedia, w dobie internetu, ale wpis o inedii i breatharianizmie wprowadza czytelników wyłącznie w błąd, plącząc pojęcia i bazując na …domysłach.

W dodatku poprzedzony jest autorytarnym stwierdzeniem: ‘Ten artykuł opisuje teorie, metody lub czynności niezgodne z obecną wiedzą medyczną. Nie ma akceptowanych naukowych dowodów na tezy wysuwane przez niejedzących’.

[Tak na marginesie, zastanawiające jest, jak długo ludzie będą pod wpływem Jaśnie Oświeconej i Jedynie Słusznej Wiedzy Medycznej?]

Zatem, ja również pozwalam sobie zacząć od zakwestionowania owego wpisu, który krytykuje i wypacza ten temat. Takie kategoryczne i z góry narzucone, a niesprawdzone opinie, świadczą niestety o arogancji autorów.

Niejedzenie, (breatharianizm, inedia), –czytamy dalej- to rzekomy stan w którym nie jest spożywane pożywienie, a czasami także woda.

[Fałsz: stwierdzenie, będące jedynie domniemywaniem bez solidnej znajomości tematu i pominięciem przynajmniej kilkudziesięciu przykładów z historii ludzkości, istot tak właśnie żyjących. [Choćby słynna Święta Teresa Neumann – przyjmowała tylko opłatek. Czy przekarmieni księża i kościelni notable zechcieliby się poszczycić jej  przykładem?]

Dzisiejsze naukowe teorie na temat odżywiania mówią, że każda osoba niejedząca umarłaby z głodu (przy braku jedzenia), lub pragnienia (przy braku picia).

[Fałsz: umieramy z głodu, kiedy czujemy, (i tak nam to od wieków jest przedstawiane), że żyjemy w ubóstwie; wmawia się głodującym krajom, że one są ‘gorsze’ i że są od nich ‘lepsze’; również wtedy, kiedy nie rozpoznaliśmy programu lęku przed śmiercią, ale wiedza taka nie jest ogólnie dostępna ludzkości. My po prostu wierzymy, że nie może być inaczej. Wydaje się, że wiara i upewnianie się w niej jest jak chytry, cwany pośrednik, który ma swój interes, żeby człowiek obył się bez prawdziwej wiedzy i się bał. Każdy z nas w dzieciństwie biegał od rana do wieczora na dworze nie odczuwając głodu, co drugie, trzecie dziecko jest naturalnym i zdrowym niejadkiem, wszelkie nawyki żywieniowe pochodzą wyłącznie ze środowiska, w którym wzrastamy. Np. zwierzęta, które kilka tygodni mogą nie jeść, aż coś zdobędą i znów kilka tygodni wytrzymują bez jedzenia.]

Niejedzący twierdzą, że trwają dzięki ‘energii światła’ lub Pranie,

[tak właśnie jest: bez Światła, nie ma życia. W jakiej formie, pobieramy tego Dawcę Życia, to już inna sprawa. Można przez długi łańcuch pokarmowy, czyli od zjadania zwierząt, które, pobierały swoją dawkę światła od roślin, a te swoją dawkę ze Słońca. Ale równie dobrze można wyeliminować pośredników!

i że przy odpowiednich technikach jest to opcja prawie dla każdego.

[zgadza się: Te odpowiednie techniki to usunięcie głębokiego przeświadczenia, że umieramy z głodu, że nikt nas nie kocha, (Miłość jest Światłem). Zatem nie jest to opcja dla każdego. Trzeba pokonać wiarę i wejść na głębszy stopień rozumienia egzystencji, czyli wiedzę o sobie samym! Z całą pewnością potrzebna jest nie tyle technika, co przejście na odmienny styl życia. Przy czym muszą być koniecznie spełnione odpowiednie do tego warunki miejsca i dobór istot, z którymi się przebywa].

Inedycy, Waterianie, Breatharianie

Od niepamiętnych czasów, istniały jednostki, które odżywiały się praną, albo światłem, czyli życiodajną energią. To naturalna zdolność człowieka do życia bez pożywienia.

Inedycy  przestają jeść pokarmy stałe, ograniczając się tylko do płynów. Dlatego określa się ich również Liquidarianami – (z ang. liquid oznacza płyn, mogą to być zupy, soki, ale w postaci płynnej)

Waterianie to ludzie, którzy zaprzestali jeść i ograniczają się tylko do picia czystej wody – (z ang. water czyli woda)

Breatharianie, (z ang. breath, znaczy oddech), to ci, którzy nie jedzą, nie piją, odżywiają się bezpośrednio światłem, świadomie wdychając czystą pranę. Solarianie – tak nazywa się ogólnie wyżej wymienione grupy, choć pochodzą z różnych kultur i zakątków świata, łączy je ta sama zdolność: potrafią pobierać tę energię dosłownie z całej natury: z ziemi, słońca, powietrza i żyją dosłownie miłością.

Odżywianie życiodajną Qi (Praną) w Taoizmie

Taoizm również mówi, że zarówno inedia jak i breatharianizm,  są duchową praktyką, która jest bardzo dobrze znana w Chinach od wielu tysięcy lat.

Doskonale rozumiano, że jedzenie ma silny wpływ na formowanie naszego życia i osobowości. Znaczenie bycia wolnym od jedzenia opisano szczegółowo w taoistycznej „Sutrze Pokoju”, (‘Tai Ping Sutra’). Mówi ona, że ‘kiedy ludzkość pojawiła się na ziemi, ludzie mieli ten sam element energii w ciele co Niebo i Ziemia i nie potrzebowali jedzenia by żyć. Ci pierwotni ludzie bezpośrednio absorbowali jin i jang, czyli energię kosmiczną. Jednak z powodu stopniowego odcinania się od wiedzy i swojej duchowości, zapomnieli o źródle. Nabierali nowe nawyki lgnięcia do iluzji wszelkich zjawisk świata. Ich zdolności do bycia w stanie Tao zostały utracone i dlatego pojawił się głód. W efekcie, jeśli nie spożywano jedzenia i picia, śmierć była pewna. Pożałowanej przez Niebo ludzkości pozwolono odtąd jeść’.

Dlatego też Taoiści stosują stopniową metodę uwalniania się od jedzenia: początkowo przez ograniczenie ilości, następnie przechodzenie na coraz to lżejsze pożywienie, do momentu, w którym następuje pobieranie energii z powietrza, które jest jej nośnikiem ‘aż duch i organy wewnętrzne stają się silniejsze’. Ma się wówczas mniej pragnień. W końcu pojawia się całkowity brak ochoty na jedzenie i można już odżywiać swoje ciało, bezpośrednio życiodajną qi.

Taoizm kładzie nacisk na bycie wolnym od jedzenia, bo chociaż żywność może utrzymać nasze ciało przy życiu, nie jest ona korzystna dla naszego duchowego wzrostu i może stać się poważną przeszkodą  w wyzwoleniu się od ograniczeń ciała fizycznego, co z kolei miało by prowadzić do ostatecznego udoskonalenia Duszy.

Doświadcz ‘Nieznośnej Lekkości Bytu’, pozostając w ciszy, spotykając tak naprawdę tylko siebie, widząc świat takim jaki jest: naturalny i piękny, zabarwiany i zniekształcany jedynie przez nasz własny umysł. Nie masz nic  do robienia, tylko Być. Udało ci się to kiedyś? 
To doświadczenie jest niepowtarzalne. Nazywamy je stanem Tao, (istnienie w harmonii ze świetlistą energią), ponieważ pojawia się niesamowita lekkość i szczęście z powodu prostoty widzenia życia, bez całego jego zabiegania, umeblowania przez nas samych, jakże mocno uzależnionych w życiu. Uzależnionych nade wszystko od lęku. Lęku przed śmiercią, choćby przed śmiercią z głodu. Albo przed tysiącem innych powodów, które wymyśla,  zapamiętuje a następnie do znudzenia odtwarza nasz umysł. Jest w tym dobry. Wyćwiczył to przez tyle milionów lat.
Ciało, które jest również częścią umysłu nie umiera tak szybko. Kiedy widzisz to wszystko, kiedy uwalniasz z siebie ślepą wiarę, że umrzesz bez jedzenia, ciało paradoksalnie odradza się,  dopiero wtedy staje się długowieczne. A zatem nic nie musisz robić. Po prostu BĄDŹ

Moje doświadczenia z Inedią

Z Odżywianiem Światłem, zetknęłam się w 2001 roku, kiedy dowiedziałam się o 21 dniowym procesie przejścia na taki styl życia. Wzięłam wówczas kilkakrotnie udział w warsztatach w Polsce i Belgii, prowadzonych przez Australijkę Jasmuheen, która ten proces spopularyzowała na Zachodzie.

Aspekt niejedzenia nie był mi całkowicie obcy. Jako dziecko byłam klasycznym niejadkiem. Uwielbiałam przebywanie na otwartej przestrzeni i powietrzu. Później jako nastolatka miałam pewne ‘przebłyski niematerialnych, a czysto energetycznych funkcji mojego ciała, choć wtedy zupełnie tego nie rozumiałam.  Doświadczenie braku łaknienia pojawiło się po kilku latach praktyki qigongu, które nazywane jest przez Mistrzów Chińskich Bi Gu i jest jak najbardziej uważane za normalny stan u praktyka.

Ponieważ praktykuję i uczę qigongu do dziś, Bi Gu nieodłącznie mi w tym towarzyszy.

Po kilkunastu latach, własnych poszukiwań ogólnie mówiąc ezoterycznych i ‘duchowych’, związanych m.in., z pogarszającym się stanem mojego zdrowia, znów wrócił temat Niejedzenia. Tym razem trafiłam na naszego Polskiego Inedyka, Joachima Werdina, który z ciekawości poznawczej chciał spróbować życia bez jedzenia i świadomie wszedł w stan Inedii. Doświadczał go przez jakiś czas, po czym napisał bardzo rzetelnie o tym książkę, pt. ‘Niejedzenie’.

Bardzo krótko po spotkaniu z Joachimem, chcąc zgłębiać temat zaczęłam, szukać w świecie osób, które pozostały na tej drodze dłuższy czas. I tak nawiązałam serdeczny i przyjacielski kontakt z Victorem Truviano, który przyjechał na moje zaproszenie do Polski, ażeby poprowadzić Proces…

Tak naprawdę sam proces, czy też świadomy, dowolnie długo trwający post leczniczy, nie jest żadnym problemem. Proces u każdego przebiega bardzo różnie. Uczestnicy mogą pozostać na niejedzeniu po procesie jak długo chcą, jednak każdy wraca do swojego środowiska, które w mniejszym lub większym stopniu podtrzymuje stan braku łaknienia, albo niestety wciąga człowieka w stare nawyki i przyzwyczajenia. Po pierwszym procesie z Victorem, jeden z uczestników, Mariusz Piotrowski, jogin i niestrudzony popularyzator wiedzy duchowej wytrwał w inedii do dziś. Zamierza przejść na całkowite odżywianie praną. W ubiegłym roku rozpoczął prowadzenie regularnych spotkań i sesji z innymi poszukującymi w Polsce.

Ważna jest decyzja: ‘czy chcę uwolnić się od programu lęku przed śmiercią z powodu niejedzenia? Czyż wszelka wiara nie poparta własnym doświadczeniem nie jest więzieniem?

 

Historia Breatharianina Victora Truviano

od najmłodszych lat, jak mówił, nie miał potrzeby jedzenia. Urodził się w rodzinie muzyków, włoskich emigrantów w Buenos Aires i zgodnie z rodzinnym zwyczajem jadł jak inni. Utalentowany Victor poświęcił się muzycznej karierze, jeżdżąc po świecie, dając koncerty i nauczając lekcji skrzypiec.

Ponad 10 lat temu dotarła do niego informacja, o 21 Dniowym Procesie, po którym można przejść na Odżywianie Praną. To było jak wezwanie -wspomina- jak najlepsza okazja, za którą tęsknił  od czasów dzieciństwa. Zostawił całe swoje światowe życie, karierę i oddał się całkowicie drodze Odżywiania Praną. Od tamtej pory po skończeniu własnego procesu nie przyjmował stałego pokarmu, a rok później również przestał pić. Od tego czasu jeździ po świecie i dzieli się tym doświadczeniem z tymi, którzy są gotowi na doznanie stanu bezwarunkowej miłości. Poświecił cały swój czas i energię, ażeby dzielić się tym doświadczeniem, które jak sam mówi jest niemożliwe, bez życia w miłości.

 

11 Dniowy Proces **

jest autorskim procesem Victora Truviano, przez który przeprowadza  tysiące uczestników. Robi to niezwykle subtelnie i odpowiedzialnie. Za każdym razem, (wprowadza niezwykłą atmosferę wyciszenia, ciepła, spokoju i bezpieczeństwa. Spośród setek ludzi jakie przewinęły się przez jego procesy, – jak opowiada- zdarzyły się tylko 2 wypadki kryzysowe. W jednym przypadku, (to było w Argentynie), grupa osób dosłownie tuż po zakończonym procesie, udała się do najbliższej tawerny, w której jeden z uczestników najadł się kurczaka i wylądował w ciężkim stanie zatrucia w szpitalu. W drugim przypadku, osoba, będąca kilkanaście lat na lekach, zbyt szybko chciała je całkowicie odstawić w czasie trwania procesu i.. również trafiła do szpitala. Jednak nie było żadnego przypadku, w którym byłoby poważne zagrożenie życia, bezpośrednio wynikające z samego postu.

Victor czujnie czuwa nad każdym uczestnikiem, choć sam nie bierze udziału w życiu codziennym, żyje jakby swoim rytmem. Wychodzi na spacery, wykonuje swoje ćwiczenia fizyczne, robi przejażdżki rowerem i spotyka się z grupą tylko raz dziennie na krótkiej sesji wieczornej. Niewiele mówi, a podczas ‘dni suchych’ prosi wszystkim o pozostanie w milczeniu.

Podczas tych 11 dni, mamy fantastyczną okazję doświadczenia tego, czym jest stan praniczny* (stan, w którym istota całkowicie pobiera potrzebną jej, istniejącą wszędzie, odżywczą energię życiową), jednocześnie doświadczając  wciąż tego samego, własnego ciała-umysłu. Odpadają wszelkie czynności i aktywności, którymi zajmujemy się na co dzień w domu. Oprócz tych najbardziej podstawowych, (jak higiena osobista, odpoczynek, mały spacer), nie musimy wykonywać żadnej pracy, (wręcz oczekuje się tego od każdego uczestnika, ażeby trwał w pewnej bezczynności (Włącznie z zajmowaniem się sprawami innych uczestników, np. pomaganiem w ogródku, rozmowami terapeutycznymi, itp.), ponieważ to tylko umysł koniecznie chce mieć jakieś zajęcie!

Kiedy pozostaje się bezczynnym, można doświadczyć właśnie tego aspektu: nieustannego ruchu umysłu.

Co więcej, baczne obserwowanie siebie prowadzi do napotkania własnych bloków, ograniczeń mentalnych i różnych destrukcyjnych fobii. Zostajemy sam na sam z tym, co nazywamy: ‘ja’. Wówczas nadarza się niepowtarzalna szansa aby wyraźnie odrzucić to, co jest szkodliwe, (nawyki, uzależnienia albo ‘pozorne’ potrzeby), zmienić program, który chcemy i uwolnić się od tego.

Podczas procesu, stawiamy umysł przed faktem, że nie ma jakiegokolwiek niebezpieczeństwa w przebywaniu w tym stanie prany. Zaś pytania dotyczące jedzenia i picia mają całkowicie drugorzędne znaczenie.

11 Dniowy Proces –przebieg

Codziennie odbywa się sesja popołudniowa, na której przedstawiane są różne sposoby oddychania. Sesje te aktywują tylko stan w naszym ciele fizycznym, który był zawsze obecny i należy jedynie pozwolić mu się ujawnić.

Pierwszy dzień, to jeden dowolny, niewielki posiłek wegański. Drugi i trzeci dzień, pozostaje się tylko na sokach i wodzie. Kolejne trzy dni to kulminacyjny moment procesu: ścisły, suchy post, bez picia wody. Po nich następuje powrót do picia soków. Wyciskane tylko z jednego składnika, są bardzo świadomie przez Victora dobierane na każdy dzień. Ostatniego dnia, kto chce może nawet jeść owoce. Poza różnymi pytaniami zadawanymi przez uczestników, przez cały czas odbywa się bezpośrednia praca z naszą świadomością poprzez pole elektro-magnetyczne – a mówiąc taoistycznie pole jin-jang.

Komu z tym po drodze

Nie trzeba wcale przechodzić na stałe na taki styl życia. Można spróbować, doświadczyć tego stanu i znów powrócić do lekkiego odżywiania.

Nie ma potrzeby pozostać w tym stanie do końca życia. Można do niego wracać, kiedy się chce lub gdy pojawia się taka konieczność. Warunki na Ziemi sprzyjają temu coraz bardziej. O tym, że płyną do nas Ziemian potężne dawki energii słonecznej i cały świat zmuszony jest niejako do odbierania jej i co więcej do umiejętnego zużywania, wie i odczuwa coraz większa liczba ludzi.

Budzimy się  do poznania i obcowania z nieograniczonym wymiarem świadomości, która JEST W NAS. To my Jesteśmy tą nieskończoną Świadomością, a tylko uwarunkowany umysł nie chce oddać władzy, bo najbardziej boi się śmierci ‘ego’, które… nie istnieje. A jeśli ego znika, umysł zostaje bezrobotny. Cóż by wówczas zrobił z taką dawką wolności?

A jednak taki proces coś nam w życiu zmienia i rozjaśnia.

Z całą pewnością nie wszyscy są otwarci na  potrzebę uwolnienia się od swoich programów. Nie wszyscy są jeszcze na drodze badania siebie samego, żeby zrozumieć kim się jest. Ale każdy z nas chce być szczęśliwy i żyć w radości, by wyrażać własne istnienie. A każdy przecież istnieje tylko dzięki  Miłości.

No i to JEST SENSEM NASZEGO ŻYCIA.

 ** W roku 2017 odbył się ostatni 11 D Pro z Victorem w Polsce i był to jednocześnie ostatni rok, w którym Victor Truviano prowadził ten Proces, jeżdżąc po świecie.